Słynna tragedia W. Szekspira w nowej odsłonie, czyli o musicalu „Romeo i Julia” słów kilka.
Kolejna majowa wyprawa do teatru. Tym razem uczniowie klas Ia i Ib, chcąc zobaczyć współczesną wersję dzieła wielkiego dramaturga, udali się pod opieką wychowawców do Teatru Studio Buffo. Jest to niewielki teatr znajdujący się w starej kamienicy z napisem: „najlepszy teatr muzyczny w stolicy.’’
A jakie były nasze wrażenia? Hmm…Najpierw oczekiwanie w nudzie i tłoku. Następnie plakaty – bardzo młodzieżowe, baaardzo… Spektakl czas zacząć. Telefony komórkowe wyłączyć. Czy coś nas odciągnie od małych, kieszonkowych urządzeń? Chyba szybciej niż myślimy… Mamy okazję oglądać dzień, a raczej noc z dawnego życia naszych rodziców. Huczna impreza, głośna muzyka, ładne dziewczyny… i bójka chuliganów! Ach całe szczęście, że jest w tym mieście ktoś, kto wprowadzi tam prawo i sprawiedliwość - głosi Kapulet. Dawna historia dwóch zwaśnionych rodów i ich potomków nieco poprzeplatana i bardzo uwspółcześniona. Rozalina w tragedii sławnego poety nie zostaje ukazana, lecz tu jest inaczej – tu jest królową balangi, piosenkarką! W tej roli wystąpiła znana wszystkim Natasza Urbańska. Rodzina Romea pokazana jako ludzie z najgorszych ulic, a i rodzice Julii swym zachowaniem i wychowaniem pozostawiali wiele do życzenia… A słynna scena balkonowa i wyznanie miłości? Owszem, ale gdzie tam balkon, tu jest zupełnie inna sceneria, bliższa naszym czasom.. Świątobliwy Ojciec Laurenty mający udzielić ślubu zakochanym – to przeszłość. Nowy mnich występuje w rosyjskim hełmie, obdartych ubraniach i na niezastąpionym skuterku. Romantyczny ślub? W zamkniętym, nieczynnym kościele. Jak widać wszystko nieco pomieszane, ale główne wątki pozostawiono. Myślę sobie, że ten Szekspir rzeczywiście był wielki, skoro setki lat temu napisał wiecznie żywą i aktualną historyjkę miłosną, która mogła się zdarzyć nie tylko dawniej, ale także tu i teraz… Chyba dzięki temu już w pierwszej części zapomnieliśmy o telefonach. A potem…Ach te cudne efekty specjalne! zawsze coś pozostawiają. Nie tylko niezwykłe przeżycia widzów, ale i… No cóż, kochani– język był baardzo… zróżnicowany, nie ma się czemu się dziwić, w końcu to musical, a dodatku zrobiony z myślą głównie o i dla młodej publiczności. Widzom zależy na realizmie. To go dostali! Lecz my – uczniowie gimnazjum, jesteśmy dobrze wychowani i dlatego każde… niecenzuralne słowo przeżywaliśmy z najgłębszą trwogą (uwierzcie). Poznaliśmy też nianię Julii, w musicalu to kobieta dojrzała, dorodna, z głową na karku jak przystało na naszą sąsiadkę zza miedzy, grożąca kolegom Romea ruską mafią. Ilekroć pojawiała się na scenie słychać było salwy śmiechu. Podziw publiczności wzbudzał taniec breakdance w wykonaniu grupy „Crazy Squad”. Czy były sceny wzruszające i tragiczne? Na przykład: pożegnanie zakochanych, jednak w swej scenografii bardzo, ale to bardzo dalekie od pierwowzoru, ale przebieg wydarzeń wg tragedii Szekspira. Julia zażywa środek od księdza, pozorując swoją śmierć . Romeo kupuje truciznę od niechętnego sprzedawcy, po czym udaje się do grobu Julii, gdzie na skutek nieprzewidzianego splotu zdarzeń, oboje popełniają samobójstwo w imię wiecznej miłości. Ostatnia scena ukazuje szczęście kochanków przedstawione, moim zdaniem, lepiej niż w książce. Para zakochanych tańczących w błękitnej scenerii w innym wymiarze czasu i przestrzeni. Szkoda, że twarze tancerzy nie przypominały twarzy głównych bohaterów, bo byli to inni tancerze. A może… po drugiej stronie rzeczywiście wszystko wygląda inaczej? Podsumowując, oryginalna muzyka Stokłosy, polski tekst zainspirowany dramatem Szekspira "Romeo i Julia", reżyseria i choreografia Janusza Józefowicza, scenografia Andrzeja Worona, świetna gra znanych aktorów i kreacja młodych talentów dostarczyły nam wielu wrażeń na miarę wielkiego wydarzenia artystycznego, a także skłoniły do refleksji nad aktualnością życiowych prawd zawartych w dawnej literaturze. I o to chodzi, powiedziałaby nasza pani od polskiego. Tak trzymać! Epilog. Wszyscy udaliśmy się do autokaru, którym dojechaliśmy do celu. Czekający na nas rodzice ujrzeli swoje dzieci bardzo szczęśliwe. Poznaliśmy nową interpretację dzieła W. Szekspira i to w gronie naszych codziennych przyjaciół – nauczycieli! P.S. Kiedy znowu idziemy do teatru? Rafał Grzejszczak kl. Ib |