 W pewien majowy wieczór pod opieką pani Doroty Planety i pani Jadwigi Grużdź w ramach zajęć pozalekcyjnych „Teatralia” miłośnicy teatru z naszego gimnazjum wybrali się do Teatru Collegium Nobilium na przedstawienie dyplomowe studentów Warszawskiej Akademii Teatralnej pt. „Wieczór Trzech Króli”, w reżyserii Cezarego Morawskiego.
Jest to przezabawna komedia omyłek stworzona na podstawie dzieła Williama Shakespeare’a. Z myślą o młodych widzach reżyser wzbogacił ją, dodając elementy współczesne, takie jak nowatorskie przebrania czy sceneria. Akcja tej pełnej romantyzmu i zabawy sztuki rozgrywa się w fikcyjnej krainie o nazwie Illyria. To właśnie na tamtejszym wybrzeżu rozbija się statek dwojga bliźniąt, Violi i Sebastiana. Oboje przeżywają katastrofę, jednak los ich rozdziela, zmuszając do życia na własną rękę. Tymczasem obecny król Illyrii, Orsino, próbuje rozkochać w sobie piękną Oliwię. Ta jednak odrzuca zaloty księcia, tłumacząc się żałobą po straconym bracie. Jej nastawienie zmienia się jednak, gdy pewnego dnia kolejnym posłańcem księcia staje się przystojny Cezario. W rzeczywistości jest to przebrana Viola, lecz Oliwia tego nie zauważa i traci głowę dla fałszywego mężczyzny. Trójkąt miłosny zamyka uczucie Violi do Orsinio, którego wyznanie utrudnia przebranie. Skomplikowane relacje głównych bohaterów nie są jednak jedynymi emocjami, które sztuka ma nam do zaoferowania. Przez scenę przewijają nam się także Sir Tobiasz Czkawka i Sir Andrzej Chudogęba, a także przeróżne komiczne intrygi, w które z ochotą angażują się dworzanie Oliwii. Ciekawą, a zarazem tajemniczą lecz w gruncie rzeczy wesołą, a jednocześnie bardzo mądrą postacią jest Błazen, który w żartobliwie, z ironią snuje refleksje o życiu, o człowieku, o prawdzie. W jego rolę świetnie wcielił się Konrad Darocha, student aktorstwa. Błazen to mędrzec w masce ironicznego wesołka. Nie obowiązują go żadne reguły i zasady, gdyż to on ustanawia własne. Jest dobrem i złem, lub i tym i tym. Niesie pomoc, lecz także i zgubę. Bawi się on sytuacjami w sztuce, wywołuje je, jakby przestawiał klocki i patrzył, co się wydarzy i jaki będzie efekt. Jest obserwatorem, niby nieistotnym dodatkiem do całokształtu, jednak bez niego inscenizacja nie miałaby sensu, a dramat byłby pozbawiony wielu wywodzących się z Szekspira, jednak wciąż aktualnych prawd. Uważam, iż ta sztuka była świetnie przedstawiona, duże wrażenie zrobiły na mnie stroje artystów, a także pomysłowość scenografii. Myślę, że warto było iść na tę inscenizację i chętnie wybrałabym się jeszcze raz, aby jeszcze lepiej zrozumieć twórczość wielkiego dramaturga, którego wstępnie poznałam podczas lekcji języka polskiego, omawiając „Romea i Julię”.
Paula Ganc kl. Ia |